1853 do 1853

 

Katowskie metody niewiele miały ma celu wymuszenie zeznań i przyznanie się do winy.

 

Tortury miały zmusić oskarżonych do przyznania się do przestępstwa.

  Jeszcze 158 lat temu - egzekucje gromadziły tłumy żądne widoku cierpienia i krwi. Powieszenie, spalenie na stosie, chłosta czy piętnowanie, stało się pokazem sprawności i zręczności kata, oraz jego oprawców.

19 sierpnia 1853 r. w Chojnicach miała miejsce ostatnia egzekucja przez ścięcie głowy skazanej Katarzyny Narloch z d. Przytarska zamieszkałej  w Kosobudach - obwinionej o uduszenie swoich dzieci. Skazana oczekiwała wyroku wykonania kary w katowni, która znajdowała się przy ulicy Krótkiej. Według protokołu wykonania kary, egzekucja miała następujący przebieg.Widowisko dla gawiedzi…

Dnia 19 sierpnia 1853 r. w godzinach popołudniowych wyprowadzono skazaną z katowni i osadzono w zamkniętej klatce na dwukołowym wozie, powożonym przez dwa konie robocze. Niejako pochodem sprowadzano ją w miejsce egzekucji. Przed wozem szedł komplet sędziowski chojnickiego sądu przysięgłego w czerwonych długich togach i w biretach, za sądem postępowali członkowie rady przysięgłej w czarnych ubiorach, za nimi zaś w asyście swoich pomocników szedł kat ubrany w czerwony kaptur i w białych rękawiczkach. Jeden z pomocników niósł ciężki topór. Za wozem kroczył duchowny z krzyżem w ręce, a obok wozu szli porządkowi miejscy. Gdy korowód przybył na miejsce straceń, publiczność chojnicka żądna widoku krwi, obsiadła nawet gałęzie drzew około miejsca straceń, gdzie stał już przygotowany ciężki pień. Prokurator 

Topory używane przez kata.

odczytał prawomocny wyrok, po czym  rozkazał katowi, aby szybko i sprawnie wykonał egzekucję przez ścięcie głowy skazanej. Odbyła się też ona tak szybko, że chwilowo odwrócona publiczność nawet nie spostrzegła, jak opadł ciężki topór na szyi dzieciobójczyni. Kat wówczas zrzucił białe rękawiczki, zameldował sądowi o wykonaniu swoich obowiązków, a pomocnicy kata w tym czasie składali zwłoki do drewnianej skrzyni, w której została pochowana. Była to ostatnia egzekucja przez ścięcie głowy w Chojnicach. Koszty tej egzekucji wynosiły 81 srebrnych talarów i 10 srebrnych groszy.

Kto ma rację?    

Wobec zaistnienia tak wysokich kosztów egzekucyjnych kasa królewskiego sądu powiatowego w Chojnicach wniosła przeciwko aptekarzowi Janowi Fryderykowi Wilhelmowi Ackermannowi i jego synowi  powództwo cywilne do królewskiego sądu powiatowego w Drawsku Pom. o zwrot nadpłaconych kosztów egzekucyjnych w kwocie 72 srebrnych talarów i 15 srebrnych groszy z 5% odsetkami od dnia wniesienia  pozwu. Sąd na posiedzeniu 21 marca 1854 r. pod przewodnictwem dyrektora Schadenberga w obecności sędziów sądu powiatowego Reimera i Stoessela rozpatrywał powództwo kasy sądu powiatowego w 

Madejowe łoże, zwane także łożem sprawiedliwości, ławą do wyciągania lub łożem tortur.

Chojnicach i uznając powództwo za słuszne, zasądził od pozwanych jak w pozwie. Na motywach wyroku sąd podał, iż zgodnie z powinnością lenniczą z 17 grudnia 1801 r. właściciel katowni chojnickiej zobowiązany był na każde zobowiązanie sądu chojnickiego dostarczyć kata z pomocnikami z tegoż powiatu. Właścicielem katowni był aptekarz J. F. W. Ackermann, który kontraktem z dnia 19 listopada 1849 r. katownię jednak zdał  synowi swojemu Karolowi, który tym samym stał się jej prawowitym właścicielem. Zgodnie z zarządzeniem Senatu Kryminalnego Sadu Apelacyjnego w Kwidzynie z 5 lipca 1853 r. wyrok śmierci na Katarzynie Narloch  wykonany miał być w jak najkrótszym czasie, dlatego wezwano aptekarza  Wilhelma Ackermanna ze Złocieńca pismem datowanym 26 lipca 1853 r. do niezwłocznego dostarczenia do Chojnic kata, celem dokonania  egzekucji. Wezwany Ackermann na rozprawie sądowej w dniu 30 lipca 1853 r. oświadczył jednak, że nie jest więcej zobowiązany do dostarczania kata, ponieważ obowiązki i uprawnienia po nim przejął jego syn Karol, któremu zdał chojnicką katownię. Kasa sądowa w Chojnicach, która wypłaciła katowi Fischerowi ze Świecia należność egzekucyjną, wniosła przeciwko wspomnianym Ackermannom, z powodu niewykonania swoich obowiązków pozew z żądaniem o zasądzenie aptekarza Wilhelma Ackermanna jako naturalnego opiekuna swojego syna Karola:

a) Za winnego niedostarczenia kata.

b) Do ponoszenia kosztów egzekucyjnych.

1) Za ścięcie głowy Narlochowej – 5 srebrnych talarów.

2) Za użycie topora katowskiego – 1 srebrny talar i 10 srebrnych groszy.

3) Z tytułu diet i wyżywienia dla dwóch pomocników, każdemu po 15 srebrnych groszy.

4) Za oczyszczenie placu z krwi i pozostałości, oraz pogrzebanie ściętej – obu pomocnikom – 1 srebrny talar. Razem 8 srebrnych i 10 srebrnych groszy.

Koszty te przez niedbalstwo Ackermanna zwiększyły się o kwotę 73 srebrnych talarów.

Ponadto pozew wnosi o zasądzenie Wilhelma Ackermanna jako naturalnego opiekuna Karola Ackermanna do zwrotu kasie sądowej w Chojnicach nadpłaconych kosztów egzekucyjnych w kwocie 73 srebrnych talarów tytułem wykonania kary śmierci na Katarzynie Narloch, oraz na ponoszenie kosztów w niniejszej sprawie.

(…) Aptekarz Wilhelm Ackermann wniósł o oddalenie powództwa, tłumacząc się tym, że katownia w  Chojnicach nie jest jego własnością, lecz syna Karola, któremu ustanowiono kuratora w osobie znachora  

Już samo oczekiwanie na kata uwięzionej ofiary było psychiczną torturą.

Gruberta. Ten z kolei zaprzeczył, jakoby w ogóle został wezwany przez sąd chojnicki do dostarczenia kata w celu dokonania egzekucji na Katarzynie Narloch i wniósł o oddalenie powództwa zarówno w swoim imieniu, jak również w imieniu Karola Ackermanna, ewentualnie o zasądzenie go jedynie na ponoszenie następujących kosztów egzekucyjnych”

- że jego podopieczny zobowiązany był tylko do dostarczenia sądowi dwóch parobków (pomocników kata), dlatego zdaniem jego, koszty za sprowadzenie tych dwóch pomocników ze Świecia w kwocie 10 srebrnych talarów są aż nadto wystarczające.

- że za dużo wypłacono diet i strawnego zarówno katowi, jak i jego dwóm pomocnikom.

- że pozwany za powołanie dalszego pomocnika z Czarnego, poniósł również wydatek z tytułu kosztów podróży i strawnego w kwocie 2, 75 srebrnych talarów, które mu się z kasy sądowej słusznie należą.

Dlatego też wnosi o oddalenie żądania pozwu i zasądzenie go jedynie niedostarczenia kata, w celu wykonania egzekucji, który to obowiązek spoczywał jednakże na właścicielu katowni chojnickiej oraz na zapłacenie 57 srebrnych talarów 12, 5 srebrnych groszy.

Czas jaki ubiegał zanim kostucha odwiedzała torturowanego był w dużej mierze zależny od techniki torturowania ale także od temperamentu torturującego.

Czas jaki ubiegał zanim kostucha odwiedzała torturowanego był w dużej mierze zależny od techniki torturowania ale także od temperamentu torturującego.

  Powód żądanie zmniejszył jedynie o 15 srebrnych groszy, tłumacząc się, że gdyby pozwany sprawę wykonania egzekucji przez ścięcie głowy Narlochowej sam uskutecznił i sprowadził drugiego parobka nie z Czarnego, lecz z Tucholi, to diety i strawne zmniejszyłyby się o obniżone wyżej koszty. Zgodnie z powinnością lenniczą z 17 grudnia 1801 r. obowiązek wykonania egzekucji spoczywał na właścicielu katowni w Chojnicach. Przez jej niewykonanie, której sam właściciel katowni zresztą nie był zobowiązany wykonać oraz przez odmowę dostarczenia kata do wykonania wyroku kary śmierci skazanej, pozwany wykazał swoją znana już niezaradność, przez co nie mógł oczekiwać innego wymiaru sprawiedliwości, jaki został wydany przeciwko niemu jako kuratorowi, do którego sąd się zwrócił.

Z powodu chwilowego w Chojnicach braku kata, sąd zmuszony był bez dalszego zwlekania i bez ponownego uprzedniego porozumienia się z właścicielem katowni, zawezwać zamiast pozwanego, innego wykwalifikowanego kata z okolicy, tym bardziej, że nie postarał się on o zastępcę, by władza wykonawcza zgodnie z prawem, w każdej chwili mogła wykonać karę śmierci przez ścięcie skazanej. 

Tortury od zawsze były najskuteczniejszą metodą wymuszania wyznań, nie zawsze zgodnych z prawdą.

Tłumaczenie się kuratora, jakoby nie otrzymał wezwania odnośnie dostarczenia kata w celu wykonania orzeczonej kary śmierci, sąd uznał za niewiarygodne i wykrętne, jeżeli chodzi o obniżkę kosztów egzekucyjnych, nie może być mowy o tym, ile obniżyły się koszty egzekucyjne. Wydatki, które sąd poniósł były i tak niewygórowane dla pozwanego, dlatego zgodnie z paragrafem 273 cześć I tytuł 13 Prawa Krajowego, sąd orzekł jak wyżej.

Ku przestrodze…

Kat utrzymywany był przez gminę miejską. Był dobrze opłacany. Po ojcu rzemiosło kata dziedziczył przymusowo jego syn. Kat uchodził za człowieka „gorszego gatunku”, mimo to mógł prócz swojego rzemiosła wykonywać praktykę chirurgiczną połączoną często z szalbierstwem. Jednak jego główną profesją było wykonywanie kary śmierci.       

O tym zdarzeniu pisano jako o spektaklu i medialnym show. Ale przecież człowiek zawsze lubił oglądać cierpienie i śmierć, kiedyś nawet nie udając zażenowania. Dawniej egzekucja była wielkim widowiskiem, które przyciągało mieszkańców miasta i okolic. W jej dniu przekupki zamykały kramy, dzieci zwalniano od nauki, a bardziej zapobiegliwi wykupywali miejsca z widokiem na szafot. W Polsce przedrozbiorowej kara śmierci uchodziła za jedną z najbardziej skutecznych sankcji w walce z przestępczością. Eliminowała raz na zawsze tych, którzy ośmielili się złamać prawo, uwalniała społeczeństwo od ludzi zdegenerowanych, stanowiących zagrożenie, morderców, zdrajców... Wykonywana na oczach tłumu stawała się przestrogą dla potencjalnych przestępców. Dlatego egzekucji dokonywano publicznie.

W tej części miasta znajdowala się katownia.

  Gdy osądzony po torturach nie mógł poruszać się o własnych siłach, co zdarzało się nader często, wieziono go na wozie. Podobnie czyniono z czarownicami, które nie mogły dotykać stopami ziemi. Wierzono bowiem, że przez kontakt z nią nabierają mocy, dzięki czemu potrafią czarować. Był to nie lada problem, czarownica „mogła”, używając swej siły, udaremnić egzekucję lub ściągnąć na kata nieszczęście złym wzrokiem.

Miasta miały kilka miejsc egzekucji. Starano się je ustanawiać na obszarach przestronnych, tak aby mogły pomieścić rzesze widzów. Jednym z najważniejszych było to znajdujące się poza murami miasta. Lokowano je w pewnej odległości, o ile było to możliwe na wzgórzu. Dzięki takiemu położeniu wystawione na widok publiczny zwłoki były widoczne z daleka dla przybyszów, stając się przestrogą na wypadek, gdyby chcieli łamać prawo.

Ostatnim katem chojnickim był niejaki Schreiber. Mieszkał na człuchowskim przedmieściu, ponieważ według ówczesnych zwyczajów, nie mógł mieszkać w obrębie miasta. Zmarł w 1810 r. Katownia znajdowała się przy dzisiejszej ulicy Krętej, do której dochodziło się również z ulicy Krótkiej. Po rozbiórce katowni, wyroki śmierci wykonywano m.in. w rakarni za Alejami Brzozowymi, należącej do burmistrza Senfta.

Oprac. (red.) Z.S. m.in. na podstawie akt archiwalnych Sądu Powiatowego w Drawsku nr. III.b.2053, C.76 Fr. Pabicha.