1927 do 1945 
Odebrano nam wszystko ...

 

 

Widokówka z pozdrowieniami z Krojant. Początek XX w.

 

Romuald Pruszak urodził się 7 II 1927 roku. Pierwsze lata swojego życia spędził w rodzinnym dworze w Krojantach koło Chojnic. Dwór ten miał piękny zajazd, oddzielony z jednej strony wysokimi świerkami i drogą do wsi od budynków folwarcznych, a po drugiej stronie piękny park, który stopniowo przechodził w mieszany las. W okresie międzywojennym dom ten odwiedzało wiele znanych osobistości ówczesnego życia politycznego i społecznego naszego regionu.

 

Dzieciństwo

Dwór w Krojanatach - lata międzywojenne.

Beztroskie były pierwsze lata - wyrozumiali rodzice, kochające się rodzeństwo, dwór otoczony tajemniczym parkiem, przestronne pokoje, „zimowy ogród” i drwa płonące w kominku. Dzieciństwo pełne miłości i wzajemnego szacunkuWłaśnie te, wyniesione z domu rodzinnego, wartości Romuald Pruszak starał się przez wszystkie lata swojego życia przekazywać swoim dzieciom i wnukom. - Pyta pan, co pamiętam z tego okresu? Otóż mile wspominam „ panią od ogrodu”. Miała na imię Jadwiga, a mówiliśmy na nią Hedwich. To była fest baba. Lubiła zażywać tabakę. Najzabawniejsze było to, że tabakierktabakę trzymała pod spódnicą. Chodziliśmy za nią, tzn. ja i moje rodzeństwo i podglądaliśmy. Mieliśmy niezły ubaw.

Fotografia z arch. rodziny Pruszaków.

- Pamiętam również ojca, który często wychodził doglądać pracy w polu. Wówczas ubierał kapelusz „słoneczny”, chwytał do ręki laskę i szedł w pole. Zawsze znajdował czas dla swoich pracowników, przecież był bardzo zaangażowany w działalność społeczną i polityczną.1września 1939 roku pod Krojantami miała miejsce jedna z najgłośniejszych bitew Kampanii Wrześniowej: słynna szarża 18 pułku ułanów pomorskich. Polem bitwy były grunty należące do majątku rodziców. Kilka dni po tym wydarzeniu byłem z ojcem i rodzeństwem na miejscu bitwy. Pamiętam do dziś to pobojowisko: drogi z pola rozjechane przez niemieckie wozy pancerne, zryte końskimi kopytami rżysko. Rodzeństwo poszło złożyć kwiaty na mogiły ułanów, astry z naszego ogrodu. Zaraz potem Niemcy aresztowali ojca. Został bestialsko zamordowany w „ Dolinie Śmierci” koło majątku Igły. Odebrano nam rodzinny dom i wszystko, co było nam najdroższe.

  W lagrze nr 12

Niemiecki dowód tożsamości R. Pruszaka.

- Od jesieni 1940 do stycznia 1941 roku przebywałem u rodziny w Trzebuniu. Następnie od kwietnia 1941 roku pracowałem w sklepie kolonialno - spożywczym w Czersku. Właścicielem sklepu był Niemiec Werner Gall. Wykonywałem wszystkie najtrudniejsze prace. 20 IX 1943 roku wywieziono mnie do Elbląga, a tam „ zaprzęgnięto” do przymusowej pracy w Zakładach F. Schichau GmbH. Pracowałem w stoczni ( Schiffswerft), wykonując elementy do kadłubów okrętowych. Od tej pory moim „ domem” stał się lagier nr 12. Z tego okresu pamiętam głód, pluskwy i ogromny ścisk w „ pokojach”. - Wstawaliśmy o 4- tej rano. Wymarsz do stoczni następował o 5- tej. Pracowaliśmy od 6- tej do 19- tej. W trakcie pracy była krótka przerwa na posiłek. Zwykle dawano łyżkę zupy z brukwi. Natomiast na kolację dostawaliśmy kawałek suchego chleba. Bywały dni, kiedy pracowaliśmy nocą. Jednak wtedy nie dawano nam pożywienia. Byliśmy głodni i zmęczeni. 20 I 1945 roku - kiedy wojsko radzieckie było w Ostródzie, 80 km od Elbląga – uciekłem z lagru. Wróciłem w rodzinne strony do Krojant. Nasz dwór był kompletnie ograbiony ze wszystkich dóbr materialnych. Jednak nie było mi pisane w nim długo zabawić. Przyjechała komisja ze starostwa i na podstawie dekretu PKWN o tzw. reformie rolnej odebrano nam nasz dom.  

 Po wojnie

- Po zakończeniu wojny zacząłem naukę w chojnickim liceum. Jednak maturę zdawałem w Stargardzie Gdańskim, bowiem musiałem wyjechać z Chojnic. Do tego, że wyjechałem przyczynili się funkcjonariusze Urzędu

Kuźnia w Krojantach. Lata międzywojenne.

Bezpieczeństwa. Chcieli ze mnie zrobić szpicla. Jednak trafili na tego człowieka, co nie  nie trzeba.Pod koniec 1950 roku „ poszedłem” do wojska. Służbę odbywałem w Warszawie. Tam przez 23 miesiące odbudowywałem zniszczoną Warszawę. Po powrocie z wojska zacząłem pracować w Miejskim Przedsiębiorstwie Remontowo - Budowlanym w Chojnicach. Potem już w czasach bardziej nam współczesnych brałem udział w odbudowie Zabytków Muzealnych przy ulicy Podmurnej w Chojnicach. Za swoje zasługi dla miasta otrzymałem wiele odznaczeń.

Obecnie Romuald  Pruszak jest „ szczęśliwym” emerytem. Nie brak mu energii życiowej, chociaż niedawno przechodził poważną operację. Pełni teraz rolę strażnika rodzinnych pamiątek. Często wspomina swoich rodziców, wraca pamięcią do tych pięknych chwil spędzonych w rodzinnym domu w Krojantach. Drażnią go jednak niektóre artykuły, które poruszają temat dawnej własności jego rodziców.

Przed dworem w Krojantach. Lata trzydzieste.

Najbardziej absurdalny został zamieszczony swego czasu w czasopiśmie „ Nasze Życie”. W artykule „ Krojanty – centrum nowoczesnej terapii” autor pisze, że „ dzierżawcą majątku z ramienia Ligi Morskiej

Widok na dwór w 1938 r.

Kolonialnej byłTuszata, Polak, propagator i animator kultury polskiej”. To oczywiście nieprawdziwe informacje. Po pierwsze to nie p. Tuszata, a Alojzy Pruszak był dzierżawcą a potem prawowitym właścicielem majątku Krojanty. Po drugie dowodem na to, że w okresie międzywojennym właścicielem majątku Krojanty był Alojzy Pruszak jest wpis do księgi wieczystej ( tom 6, karta 103). Po trzecie w wystąpieniu w programie telewizyjnym „ Antykwariat” obecny właściciel p. Winiecki przyznał, że ostatnim właścicielem dworu przed wojną był Pruszak. 

 

Wysłuchał i opracował K.S. fot. arch. rodzinne i (red)