1945 do 1989 
Niech się święci 1 maja …

 

 

Ówcześni decydenci na trybunie honorowej (ul. Sukienników) braw nie szczędzili.

W jednym wszyscy są zgodni. W tym dniu zawsze była ładna pogoda. Jak na zamówienie. Dzień wcześniej organizowano w szkołach tzw. „capstrzyk” będący niejako przedsmakiem pierwszomajowego pochodu. Rolki krepy i listewki tworzyły kompozycję „miotły” tyle, że barwną. Trasa zawsze była ta sama.

 

Tradycyjna akademia pierwszomajowa w kinoteatrze.

Ileż trudu kosztowało ówczesnych dekoratorów pracujących na zlecenie partyjnego aparatu doprowadzenie miasta do świątecznego wystroju. Niewybaczalne było nie wywieszenie akcentów pierwszomajowych na budynkach. Aby uniknąć tłumaczenia administratorzy jak dozorcy zawczasu pamiętali o tym. Nie mogli jednak zapomnieć o tym, by w święto 3 maja nadal powiewały. Nie życzyła sobie tego władza ludowa.

 

Idą zwarte szeregi ...

Sam udział w pochodzie miał swój prolog w macierzystym zakładzie pracy. Najczęściej aktywistom wręczano „szturmówki” portrety wielkich naszego kraju i obozu, oraz hasła, które w zależności od sytuacji politycznej na świecie brzmiały: „Amerykańscy imperialiści – ręce precz od Wietnamu” „Pozdrawiamy patriotów greckich” itp. Na Placu Bojowników PPR, gdzie znajdował się punkt zborny manifestantów zaczynały się

Ramię w ramię, bez względu na piastowane stanowisko i funkcję.

podsumowania uczestników, kogo brakuje, kto komu oddał flagę, a kto zwyczajnie się ulotnił.

Po „Sierpniu 80” zmieniła się scenografia obchodów. Przemawia S. Polasik I sekretarz Komitetu Miejskiego PZPR w Chojnicach. 1 maja 1981 r.

W zależności od branży zakładu pracy przed honorową trybuną defilowały lub jechały modele hal fabrycznych, wyroby rękodzieła ludowego, maszerowały kluby sportowe, przedstawiciele organizacji i stowarzyszeń. Wszystko to barwne kolorowe i rozradowane, tak jakby ten dzień należał do najszczęśliwszych w życiu. A przy trybunie honorowej orkiestra dwoiła się i troiła, aby ta manifestacja ludzi pracy na długo pozostała w pamięci maszerujących. Ale pochody były też dobrą okazją do spotkania dawno niewidzianych kolegów(w przypadku delegacji, czy emerytów) albo poczynienia nieprzewidzianych zakupów.

W tym dniu WSS, PSS, GS ze specjalnie przygotowanych straganów i samochodów sprzedawały cytryny, parówki, wędliny i słodycze. Pochody i całą otoczkę z tym związaną traktowano, jako rodzaj pikniku. Nierzadki to był widok, gdy po trudach pochodu w Parku Tysiąclecia siadano na kocu w gronie znajomych i raczono się piwem albo czymś mocniejszym, przed wieczorną zabawą ludową na pl. Jagiellońskim.

(red) fot. archiwum