1975 do 1985 
Socjalistyczne to i owo ...

 

Plac Bojowników PPR. Koniec lat 60.

Dekadę lat osiemdziesiątych bez szczególnych zmian przetrwała instytucja dancingów. W Chojnicach uznaniem cieszyła restauracja „Piast” organizująca wieczorki taneczne, przy akompaniamencie zespołu występującego na żywo.
 

W instruktażu dla techników gastronomii można było przeczytać m.in.: „działalność – kulturalno-rozrywkowa w zakładach gastronomicznych jest usługą dodatkową na rzecz konsumenta. Działalność ta powinna dostarczać konsumentom trwałych przeżyć, pozwalających na odpowiednią regenerację sił psychicznych”. Z tą regeneracją różnie bywało, poniekąd wpływ na to miało przemycenie do lokalu własnego alkoholu,

Jadłospis z restauracji Kolorowa z 1987 r.

bowiem ten w przeciwieństwie do restauracyjnego był o wiele tańszy. Na nic zdały się ostrzeżenia „Zabrania się spożywania alkoholu nie zakupionego w restauracji”. Duch w narodzie, a tym bardziej na dancingu musiał być.

Menu restauracji Damroka z 1989 r,

Kawiarnia to była instytucja, która cieszyła się stosunkowo dużym powodzeniem. Z braku bardziej wyszukanych rozrywek spędzano przy „małej czarnej” długie godziny. Do najbardziej znanych w Chojnicach należały „Piracka” z rybacką siecią rozwieszoną u sufitu, „Słowianka” ta z reguły odwiedzana przez miłośników szachów, i amatorów krzyżówek, „Mocca” czyli bar kawowy miejsce spotkań młodzieży ze szkół średnich. „Cristal” słynąca z wysokiej jakości ciasta i lodów, podobnie jak kawiarnia Jednoralskiego, gdzie poza ciastem furorę robiły lody. „Relax” sąsiadująca z restauracją „Piast”. Jednakże najbardziej ulubionym miejscem spotkań nie tylko młodzieży była kawiarnia „Kaszubska” z słynną już herbatą z rumem, czy „kremem sułtańskim”. Nieraz trzeba było salwować się ucieczką z kawiarnianego przybytku w przypadku wizytacji szkolnych nauczycieli. W latach 70 - tych uczeń mógł przebywać poza domem - w okresie zimowym do godz. 19.00 a w letnim do 21.00. Nie do pomyślenia były nocne eskapady po mieście, zakłócanie ciszy nocnej itp. Barierą przed takim zachowaniem była szkoła, rodzina, czy… Milicja Obywatelska, która miała oczy i uszy szeroko otwarte i pojawiała się w najmniej oczekiwanym momencie.

Kelner, szatniarz i kierownik lokalu figurowali jako negatywne postaci. W skargach dotyczących zatargów klienta z personelem można znaleźć oto takie „perełki”: … „gdy usiłowaliśmy wejść do restauracji w letnich

Restauracja Kormoran - Charzykowy 1976 r.

płaszczach, obywatel szatniarz wpadł w dziką furię, powołując się przy tym na kierownika lokalu i jego zarządzenie zabraniające wstępu kobietom w okryciach” bądź też „Nie ukrywam, że w czasie obiadu wypiłem 200 gram, ale moja wina polegała na tym, że naruszyłem dobre stosunki międzyludzkie z kelnerką, a nie zakąsiłem. W książce skarg i zażaleń czytamy: „jeżeli chodzi o sól, należy stwierdzić, że jej zawartość przekraczała przyjęte przez konsumentów normy. Ponadto należy dodać, że umakaronienie rosołu było zbyt wysokie”. Bez komentarza.

Nowomowa posługiwała się sztywnym kodeksem językowym. W końcu lat 70 – tych zaroiło się od potworków nazewniczych. Lampa otrzymała nazwę „wisisko”, sitko „przecisk” klamka „ciągadło”, krawat „zwis męski” miotła „zamiatacz płaski” itp. Mnożenie językowych cudów było na tyle silne, iż na jednej z konferencji podano naukową definicję zamiatania: „jest to przesuniecie warstwy materiału za pomocą szczotek, zmiotek. Zakłady pracy obwieszone były mnóstwem plakatów z wypisanymi zasadami BHP „Uwaga! Korytarzem idzie człowiek! „Tępe narzędzie – zepsuta robota” „Noś głowę na karku, zapasowej nie masz!” itp. Powszechnie narzekano na brak podstawowych zasad higieny przy sprzedaży. Powszechnym zwyczajem sklepów mięsnych i rybnych, spożywczych była praca w skrajnie trudnych warunkach, czemu nawet nie potrafiły zaradzić regularne kontrole. „W sklepach obok pustej chłodni stoją na podłodze, lub pod nogą sprzedawczyni – serki, jogurty, kefiry – odnotował jeden z kontrolerów – ja proszę: niech pani to schowa do chłodni, bo spuchnie”. „Jak spuchnie, przebiję szpilką – słyszę w odpowiedzi.

Do częstych praktyk w związku z dostawą artykułów do sklepu należało ciągnięcie po podłożu za pomocą metalowego haka, skrzynek z wędliną, chlebem. W obliczu dostawy, stęskniona kolejka nawet nie próbowała protestować.

Oprac. na podst. prasy z okresu PRL i "Polskie Dekdy". S Kot. (red).