W krainie dobrobytu ludzi pracy

W tej kamienicy w pomieszczeniach po sklepie Adamaszek funkcjonował komis.

Za taką uchodziła PRL - za mozolny trud i wysiłek płacono złotówkami. Teoretycznie ustalono, że nikt nie powinien mieć obcej waluty i kapitalistycznych produktów.

W codziennym życiu wyglądało to trochę inaczej. Było kilka sposobów zakupu zachodnich towarów. Pierwszymi i legalnie działającymi były Komisy. Jeden z pierwszych usytuowany był w Chojnicach na ob. ul. Piłsudskiego. Ceny w nim były zawrotne, towar zakupiony na Zachodzie odsprzedawali najczęściej marynarze z wielokrotnym przebiciem.

Znak firmowy Pewex

W nieco późniejszym czasie o wiele większym wzięciem cieszyły się Pewexy, oferujące różnorodny asortyment towarów. Mankamentem było to, iż można było kupować w nich tylko za dolary lub bony towarowe. Dolarów oczywiście nikt w domu nie mógł trzymać, chyba że dostał je w legalny, udokumentowany sposób. Jeżeli już taka sytuacja miała miejsce (rodzina na Zachodzie), to w banku PeKaO, mogliśmy wybrać

W srodkowym budynku na parterze funkcjonował Pewex.

przesłaną do nas kwotę w postaci bonów towarowych. Pierwsza emisja takich bonów zwanych też „polskim dolarem” nastąpiła 1 stycznie 1960 roku. Pierwszy sklep tego typu w Chojnicach otwarto w centrum miasta – na rynku. Później funkcjonował w dawnym sklepie obuwniczym „Bata” przy ul. Kościuszki. Wraz z pojawieniem się tego typu placówek pojawili się tzw. „cinkciarze”, którzy to faktycznie ustali obowiązujący kurs waluty w danym dniu. Pewexy miały specyficzny zapach, powstały z przemieszania woni tytoniu, czekolady, kawy, drogich herbat, alkoholi, kosmetyków, wędlin. Markowe pralki, lodówki, telewizory, magnetofony kasetowe albo nawet dwukasetowe, przybory szkolne (np. paczka z 60 pisakami w 60 kolorach), kafelki, dywany, tapety a także markowe ciuchy wraz z delikatesami stanowiły przedmiot pożądania.

Szczytem marzeń młodzieży było posiadanie pewexowskich jeansów „Rifle” „Wranglery” „Levis”. Średnie pokolenie, a przeważnie panie z wypiekami na twarzy kupowały tzw.cremplinę, (tkanina z poliestru) wełnę

Po oddaniu Domu Towarowego na parterze funkcjonował duży sklep spożywczy.

bucle na szykowne i modne wówczas nakrycia głowy. Wraz z zapotrzebowaniem ludzi na zagraniczne towary, a co za tym idzie na zachodnią walutę (głownie marki i dolary), rozpowszechniał się czarny rynek walut.

Środek płatniczy w Pewexie. Bon Towarowy.

Ludzie posiadający dużą ilość obcej waluty, chętnie z kilkakrotnym przebiciem, sprzedawali ją potrzebującym, których raczej nigdy nie brakowało. Oczywiście ten proceder zwalczała dzielna i nieustraszona Milicja Obywatelska, wcześniej SB, a i mnie samemu zdarzyło się trafić w 1986 r. do dość powszechnie znanego budynku przy ul. Warszawskiej 13 w celu wytłumaczenia się: skąd miałem walutę na zakup … magnetowidu.

Z biegiem czasu zaczęły powstawać jednak również drobne sklepy komercyjne. Były to sklepy państwowe, jednak dostać w nich można było o wiele lepszy towar w zasadzie niedostępny w zwykłych sklepach. Był to celowy zabieg władz, gdyż w sklepach komercyjnych ceny były dwa razy wyższe niż obowiązujące. Dotyczyło to również sklepów mięsnych, bo mięso w PRL to towar strategiczny i spędzający sen z powiek władzy,

Wystawa w SP 1. Stoisko ZM. 1973 r.

tej centralnej jak i lokalnej. Do najbardziej znanych sklepów mięsnych zwanych rzeźniczymi w Chojnicach zaliczano tzw. „Świnarskiego” przy ob. Piłsudskiego, na Gimnazjalnej i ul. Strzeleckiej, oraz słynny garmażeryjny w pobliżu Bramy Człuchowskiej. Później pojawiły się inne, jak chociażby sklep ZM przy ul. Jana Pawła II, Młyńskiej tzw. „Tania Jatka” bardziej „ucywilizowana” w odróżnieniu od zielonej budy naprzeciwko Szkoły Podstawowej nr 1, gdzie sprzedawano mięso z uboju gospodarczego. Mimo to, klientów nie brakowało, bp Polak mięsożerny jest. Nikogo nie dziwiły kolejki na wiele godzin przed otwarciem sklepu.

Dowcipy o mięsie towarzyszyły PRL- owi przez całą jego historię.

Mniej Ochabów, więcej schabów.
Nie ma szynki, nie ma gnata,
Hermaszewski w kosmos lata.
Nie ma mięska, nie ma serka,
jak tu lubić wujka Gierka.
Gdy zabierze i pasztecik,
podpalimy komitecik.

Lub:

Kto ty jesteś?
Gierka chłopek
Jaki znak twój?
Sierp i młotek
Gdzie ty mieszkasz?
W Polskim raju
Mięso znasz ty?
Niet, nie znaju

Pod melodię „Kolorowych Jarmarków” powstał następujący tekst”

Kiedy widzę przez szyby
Puste haki na tle bieli
Myślę wtedy - gdzie wędliny
czy je diabli wzięli

Gdzie zginęły przez te czasy
balerony i kiełbasy
Szynki, schaby i rolady
Ale zawsze wam powiem,
że najbardziej mi żal

Pieczonego prosiaka
Z przed świątecznej wystawy
Bez kolejki schaboszczaka
I prawdziwej kawy

Rozłożonych na półkach
W czekoladzie rodzynki
Ziemniaczanej mąki
I bez dewiz szynki

Hitem odzieżowym dekady były bermudy - płócienne spodnie za kolana z palmami lub innymi plażowymi motywami. Przywożono je z wczasów w Bułgarii i Rumunii. Obiektem pożądania starych i młodych były także marmurki czy spodnie i kurtki z tureckiego, cieniowanego dżinsu, nabywane na targowisku - później bazarkiem zwanym. Zimą natomiast na ulicy królowały kożuchy, symbol statusu społecznego. Nieważne było czy kożuch był z polskiego czy tureckiego barana. Przy ogromnym popycie nikt nie zawracał sobie tym głowy. Ważne było go mieć. Nawet chojniczanie wybierali się w podróżniczą eskapadę w polskie góry w celu zakupu baranich skór w odpowiedniej ilości.

 

Oprac. (red) w oparciu o "Kronika Naszych Czasów" S. Kot.