1911 do 1939
Wspomnienia ziemianki z Blumfeldu

 

W rodzinnym gronie w salonie.

Zofia Łukowicz  to była bardzo znana i ceniona osoba, szczególnie w gronie nauczycielskim, mieszkanka Chojnic. Mieszkała przy ulicy Piłsudskiego 41 (dawniej ul. Dworcowa). W okresie międzywojennym dom ten tętnił życiem, przeszła przez niego historia, zarówno ta wielka, jak i ta mała, godna zapamiętania. Dom był odwiedzany przez przyjaciół i wybitne osobistości, od polityków po ludzi sztuki.

Raj utracony

Zofia z bratem.

W 2003 r. w rozmowie wspominała: Urodziłam się 5 VII 1911 roku w Zakładzie św. Boromeusza w Chojnicach. Moim domem rodzinnym był Blumfeld ( dziś Niwy koło Zamartego). Miałam pięcioro rodzeństwa: trzy siostry i dwóch braci . Lata dzieciństwa i wczesnej młodości to okres bardzo szczęśliwy. Na początku, przed wojną było dobrze. Wieś, wieś pracowita, spokojna, radosna. I te pola, lasy, ogród. I te piękne orzechy włoskie rosnące wokół naszego domu…Urodzaje i nieurodzaje, codzienne starania. Drobne radości i kłopoty, znów radości. Bieg czasu akcentowany zjawiskami zdarzeń. A to pierwsze dziecięce zabawy w ogrodzie. A to pierwsze „ kroki” stawiane żeńskim gimnazjum w Poznaniu. Potem wakacje w Blumfeldzie. I znów ogród, wraz z upływem czasu ożywający i piękniejący. To były piękne czasy: polowania, sąsiedzi, gra w bilard. Dalej znów nauka. Coraz lepsze owoce edukacji - więc radość. Potem studia w Poznaniu, okres wytężonej nauki geografii i języka niemieckiego. I kolejne wakacje w Blumfeldzie. Potem jesień, zima, wiosna, lato i tak aż do 1939 roku. I jeszcze matura moich wychowanków. Radość życia, spokój, trwanie. A potem przyszło zło – wojna, rozstanie. Świadomość utraty owoców pracy rodziców, pracy całego ich życia. A jednak zawsze przyświecała mi pamięć o najbliższych i wiara w przetrwanie…

Rodzice

- Matka to jest to słowo, które mimo woli ciśnie się na usta, gdy się je wspomina. Matka i wszystko to co w tym słowie mieści się słodyczy i miłości … A miłości

Z braćmi i kuzynostwem.

otrzymaliśmy wiele. Z tej miłości do mamy, ani ja ani moje rodzeństwo nie zrobilibyśmy jej przykrości. Nigdy u nas nie było zakazów i nakazów. Dziś nie mogę zrozumieć, że niektórzy rodzice mówią: on mnie nie słucha. - Pamiętam matkę jak siedziała w dużym salonie przy fortepianie i grała Chopina. Na fortepianie grywali również: brat Władysław i siostra Helena - „ chodzący czort” jak ją nazywałam. - Ojciec był bardzo wymagający. Pamiętam jak dziś ojca siedzącego na kanapie w salonie. Miał na niej swoje ulubione miejsce. Pamiętam jego imieniny. Wówczas stawaliśmy przed ową kanapą i recytowaliśmy wiersze. To były piękne chwile …- Rodzice ogromnie starali się o nasze wykształcenie. Wszyscy otrzymaliśmy średnie a ja wyższe. Nigdy nie zapomnę tej dobroci, którą dali nam rodzice. Rodzice wpoili w nas zasady moralne i gorący patriotyzm oraz powiedzieli, co stanowi prawdziwą wartość człowieka.

Wojna

Zofia Łukowicz w latach młodości.

- To był trudny okres. Jeszcze we wrześniu 1939 roku byłam w Poznaniu. Z racji tego, że biegle znałam język niemiecki proponowano mi wiele posad. Jednak postanowiłam wrócić na wieś do Blumfeldu, bowiem miłość do rodziców była silniejsza. Po Poznaniu pozostały tylko gorzkie łzy. W Blumfeldzie zastałam już Niemców. Myśleliśmy, że nas wyrzucą, jednak pozwolono nam zostać. Od tej pory aż do końca wojny majątkiem naszym zarządzał Niemiec, raczej dobry człowiek. Oczywiście to on zajął salony. Natomiast nam przypadły te gorsze pokoje. - Podczas wojny pracowałam na majątku w Blumfeldzie jako robotnica fizyczna. Nie wstydziłam się pracy w ogrodzie. Było ciężko, lecz nie był to najtrudniejszy okres w moim życiu.

Lata powojenne

- Epoka powojenna nie była zbyt łaskawa dla mnie jako ziemianki. Przecież jednym dekretem PKWN z 6. 09. 1944 roku o tzw. reformie rolnej odebrano nam wszystko. Utraciliśmy bezpowrotnie majątek w Niwach i cenne dobra materialne. Był to osobisty dramat przedstawicieli mojej rodziny i całego ziemiaństwa. Blumfeld zajęli Rosjanie i zniszczyli wszystko. Musiałam przenieść się do Chojnic. Zamieszkałam u kuzyna, znanego i cenionego doktora Jana Pawła Łukowicza. W kamienicy przy obecnej ulicy Piłsudskiego znów zetknęłam się z Rosjanami. Zajmowali całą górę. Z tego okresu pamiętam noce, kiedy w jednym pokoju spało 20 osób. Pamiętam też biedę i głód. Wkrótce Rosjanie poszli sobie i Janek Łukowicz pozwolił mi wybrać swój pokój.

- 19 III 1945 roku zgłosiłam się do Liceum Ogólnokształcącego w Chojnicach i zostałam przyjęta.

Zaczęłam uczyć geografii. Pierwszy rok szkolny rozpoczął się jeszcze przed podpisaniem pokoju z Niemcami, a pierwsza matura była już w czerwcu. Nigdy nie zapomnę pierwszego chłopca, do którego się zwróciłam. Zapytałam go: jak się nazywasz? Odpowiedział: Zygmunt Gospodarek. Dziś p. Gospodarek mieszka w

Była cenionym nauczycielem.
Była cenionym nauczycielem.

Chojnicach. Pamiętam jeszcze wielu innych uczniów, którzy jeszcze dziś mnie odwiedzają. Jednak najbardziej w pamięci utkwił mi p. Węsierski, mieszkający dzisiaj  w Brusach. Zdawał maturę w tym czasie razem ze swoją córką. Takie to były czasy.

Zofia Łukowicz zmarła 28 września 2003 r. Było to kilka miesięcy po wspomnieniach, jakich udzieliła na potrzeby niniejszej publikacji. Przeżyła 92 lata.

Wysłuchał i opracował K.S. (red)