1920 do 1939
W sieci wywiadu

 

Oddział Pocztowy Przysposobienia Wojskowego. Maj 1934 r.

 

Zołnierze I Bataliony Strzelców na rynku w Chojnicach.

Ciemna mglista noc. W powietrzu czuć zbliżającą się wiosnę. Brudne płachty śniegu rozjaśnia blask nielicznych lamp. Po wyludnionych ulicach hula wiatr.Skulona sylwetka człowieka przemykającego pod murem kamienic, bacznie się rozglądającego jest jedyną oznaką życia w tej części miasta pogrążonego we śnie.

Ciche pukanie do drzwi, łoskot otwieranej bramy i nagle okrzyk: - Policja! ręce do góry! Nagły skok do tyłu mężczyzny, na próżno - po chwili na jego rękach zatrzaskują się kajdanki. Tak mogło wyglądać zatrzymanie szpiega niemieckiego w Chojnicach. Mogło, ale nie musiało. Bezspornym jest fakt postawienia przed Sądem Okręgowym w Chojnicach 12 marca 1925 r. obywateli Niemiec: Bethke’go i Kluge’go. Trzeci ze szpiegów Thide zmarł w więzieniu śledczym. Śledztwo w tej sprawie zostało zaprzepaszczone z powodu nagłośnienia sprawy w prasie. Agentura niemiecka wyciągnęła odpowiednie wnioski. Były na tyle dobre, że nie udało się ustalić wszystkich współpracowników dwóch niemieckich siatek szpiegowskich. Cała historia zaczęła się znacznie wcześniej. Po uzyskaniu niepodległości w styczniu 1920 r. miasto wraca do Polski. Znalazło się na pograniczu polsko – niemieckim. Mimo to, w 1921 r. zamieszkiwało powiat ponad 13 tys. osób pochodzenia niemieckiego, którym nie w smak było objęcie rządów przez stronę polską. Zrozumiałym stał się fakt, iż powoli zaczęli tracić swoje wpływy, co stanowiło rodzące się antagonizmy.

Macki ośmiornicy

Doskonale rozbudowaną siatkę szpiegowską stworzył Joseph Thide. Zajmowała się tzw. wywiadem ofensywnym, a zwerbowani wywodzili się z różnych

Uroczystości na pl. Jagiellońskim z udziałem I BS.

środowisk. Bethke i Kluge prowadzili obserwacje polskiego pogranicza. Działalność swoją opierali na przemytnikach i przestępcach po obu stronach granicy. Z nimi współpracowała niemiecka policja graniczna zainteresowana stanem polskiego uzbrojenia. Szpiedzy zainteresowani byli nastrojami panującymi w Pierwszym Komisariacie Straży Celnej. Interesowali się stanem uposażenia, uzbrojenia. Prowadzili obserwacje ruchu pociągów i przeznaczeniem linii kolejowych. W odpowiedzi na działania niemieckich siatek wywiadowczych w styczniu 1924 r. Oddział II Sztabu Dowództwa Okręgu Korpusu nr VIII w porozumieniu z wydziałem Informacji Urzędu Wojewódzkiego w pomorskim – przygotował listę osób i instytucji podejrzanych o współpracę z obcym wywiadem w Chojnicach. Znalazło się na niej 17 osób narodowości niemieckiej i 7 stowarzyszeń. Wg stanu z 31 grudnia 1930 r. organa wywiadu inwiglowały 31 mieszkańców miasta. W tej liczbie znajdowało się aż 27 Niemców i 4 osoby pochodzenia polskiego. Do dzisiaj trudno wytłumaczalnym faktem jest zamieszkanie w 1922 r. w Chojnicach 30 oficerów armii niemieckiej, co stanowi precedens nie mający swojego odpowiednika w innym kraju. Znacznie pracę polskiego wywiadu utrudniały agendy ulokowane w placówkach dyplomatycznych i poselskich. Lata następne przyniosły uaktywnianie się różnych organizacji niemieckich, które w przeddzień wybuchu II wojny światowej ściśle współpracowały z hitlerowskim wywiadem i władzami III Rzeszy.

Krwawy odwet

Policjanci z Chojnic. Koniec lat 20 - tych.

W tej sytuacji polski wywiad wojskowy miał już dokładne rozeznanie co do poczynań strony niemieckiej. Wynikiem tego było postawienie przed Sądem Okręgowym w Chojnicach 22 Niemców, którzy w połowie kwietnia 1937 r. na terenie majątku Małgorzaty Wehr i jej siostry zorganizowali obóz szkoleniowy dla młodzieży niemieckiej. Komendant obozu o polsko brzmiącym nazwisku Klimek został skazany na 2 lata pozbawienia wolności, a właścicielki na 10 miesięcy aresztu. Można przypuszczać jaka była reakcja Niemców szczególnie zrzeszonych w NSDAP, gdyż w połowie 1937 r oddział chojnicki liczył 31 osób. W chwili wybuchu wojny miejscowi Niemcy rozpoczęli dywersję. Tak było w okolicy Chojnic, pomiędzy szosą do Charzykowa, a jeziorem Charzykowskim w czasie wycofywania się kompanii z Batalionu Obrony Narodowej. Dywersanci zaatakowali z ukrycia z zabudowań gospodarstwa Weilanda żołnierzy. Zginął dowódca kompanii podporucznik Kalinowski i sześciu żołnierzy. Dla mieszkańców miasta jak i całego nastały czasy okupacji. Polski wywiad nie skapitulował – czynił przygotowania do ostatecznej rozgrywki.

Oprac. (red) fot. archiwum