1924 do 1939
Zbrodnia wykryta po 6 latach

 

Zamordowany - uczestnik I wojny światowej do 1922 r. przebywał w niewoli rosyjskiej na Sybirze.

Rzekomo zaginiony Jan Wera został zamordowany i to przez własnego syna za namową matki. Morderstwo dokonane zostało za pomocą siekiery. W sprawie morderstwa wg doniesień ówczesnej prasy, sprawa miała się następująco:

Chojnice.Lata 20-te.

Z polecenia prokuratora aresztowano w dniu 17 bm. jako silnie podejrzanego o zabójstwo Jana Wery, żonę tegoż Apolonię W., syna 24 - letniego Alojza Werę i kolejarza Hieronima Zalewskiego, wszyscy z Chojnic. Osadzono ich w więzieniu śledczym w Chojnicach do dalszej dyspozycji sędziego śledczego. Jan Wera obecnie zaginiony powrócił w 1922 r. z wojny światowej, czyli niewoli. Zamieszkiwał wówczas przy ul. Wysokiej.

Po powrocie z niewoli znalazł zatrudnienie przy kolei państwowej. W międzyczasie kupił za oszczędzony grosz osadę w Żalnie pow. tucholski. Na osadzie tej pracowała jego rodzina, on zaś sam zamieszkiwał przy ul. Mickiewicza, pracując nadal przy kolei. W grudniu 1923 r. został zredukowany z kolei i powrócił do Żalna na swoją osadę. W lutym 1924 r. Wera nagle w tajemniczy sposób zniknął. Według twierdzeń rodziny zaginionego miał on bez najmniejszego powodu opuścić rodzinę i gospodarstwo i udać się w niewiadomym kierunku.

Cała ta sprawa przedstawia się bardzo tajemniczo. Jest to nieprawdopodobne, aby człowiek kochający swą rodzinę o dobrym charakterze bez najmniejszego powodu opuścił dom i rodzinę nie zawiadamiając o tym nawet swego brata, zamieszkującego w Chojnicach. W podobny sposób zaginął przed 10 laty stróż szosowy, śp. A. Feeder z pobliskiego Adamowa. Lecz okazało się, że nie opuścił rodziny lecz był zamordowany przez własnego syna i zięcia i zakopany w pobliskim lesie. Zabójcy zostali swego czasu skazani na kilkuletnie ciężkie więzienie, o czym swojego czasu pisaliśmy. Miejmy nadzieję, że energiczne śledztwo wyświetli tę bardzo tajemniczą sprawę. O wyniku śledztwa poinformujemy naszych czytelników.

Uwaga!

Sensacyjna rozprawa o zabójstwo śp. Jana Wery „Dziennik Pomorski” nr 234. Chojnice, dnia 7.10.1930 r. W czwartek dnia 9 bm. odbędzie się w tut. Sądzie Okręgowym pod wzmocnionym Wydziałem Karnym rozprawa przeciwko mordercom śp. Jana Wery. Rozprawa rozpocznie się o godzinie 9 rano. Wstęp na salę za okazaniem kartek, które wydaje Sąd Okręgowy, pokój 33. Osoby nie mające kartek, na salę rozpraw wpuszczone nie będą.

Mordercy śp. Jana Wery przed sądem

„Dziennik Pomorski” nr 235. Chojnice, dnia 9.10.1930 r.

Dziś rano rozpoczęła głośna sprawa o zamordowanie śp. Jana Wery. Sprawa ta nabrała swego czasu po wykryciu zbrodni szerokiego rozgłosu. Teraz odbywa 

Budynek sądu, w którym toczyła się sprawa o morderstwo.

się ostatni akt tego strasznego dramatu. Już wczesnym rankiem tłum publiczności zalegał gmach sądowy. Jednakże nie każdy otrzymał kartę wstępu na salę rozpraw, gdyż wydano określoną liczbę biletów. Mimo to, żądni sensacji nie opuszczają, czekając w nadziei uzyskania wstępu na salę, którego strzeże policja. O godzinie 9.30 wchodzi na salę dozorca prowadząc ojcobójcę Alojzego Werę. Sama twarz przemawia za tym, że był on zdolny popełnić morderstwo.

Za nim wchodzi na salę matka – zbrodniarka, zajmując miejsce obok syna. Jako ostatni wchodzi parobek Błaszkowski i śmiało zajmuje miejsce, które już raz zajmował. Bowiem już ukarany jednorocznym ciężkim więzieniem za kradzież. Po kilku minutach wchodzi na salę trybunał. Na czele kroczy prezes Sądu Okręgowego Staruszkiewicz, za nim jako ostatni I sędzia zawodowy i 5 sędziów niezawodowych. Miejsce oskarżyciela zajął prokurator Mentel. W ławie obrońców zasiedli adwokaci: Szulc (broni Alojzego Werę), Łangowski (broni Werową) i Radwański, który broni Błaszkowskiego. Przewodniczący stwierdza personalia oraz przedstawia sprawę.

Relacji ciąg dalszy…

„Dziennik Pomorski” nr 236. Chojnice, dnia 11.10.1930 r.

Wczoraj donosiliśmy o rozpoczęciu rozprawy. Podajemy omyłkę, jaka wkradła się w naszym wczorajszym sprawozdaniu, mianowicie, oskarżał prokurator Janowski, a nie jak mylnie podano Mentel.

Brama Człuchowska. l. 30

Na wniosek prokuratora sąd przesłuchiwał oskarżonych z osobna. Pierwszy zeznawał Alojzy Wera. Następnie opowiadał okoliczności, które Szanownym Czytelnikom są znane. Nadmienić należy, że młody Wera spycha główną winę nakłaniania do zbrodni na Błaszkowskiego i zapewnia, że matka go nie namawiała ani że zamordował ojca, nie wiedziała, aż dopiero zobaczyła zwłoki w chlewie. Następnie zeznaje oskarżona Werowa:

- Zalewskiego znam od roku 1917. Poznałam go przy pracy na kolei. W 1922 roku gdy sprowadziłam się do Żalna Zalewski za żywota męża nie przebywał. Stosunków z nim przed śmiercią męża nie miałam. Stało się to dopiero po śmierci męża. Zalewski był moim kochankiem. Z mężem moim często miałam spór, przeważnie od dzieci. O tym, że mój mąż miał kochankę wiedziałam z listu, który dostał się do moich rąk. Mąż nie był awanturnikiem. Zgadzaliśmy się dobrze. Nigdy mnie nie bił. Nie prawdą jest, żeby miedzy moim mężem a mną wtedy gdy on był pijany, powstawały kłótnie.

- Matce mojej (79 – letnia Gawin) zwierzyłam się o dokonanym morderstwie. Matka moja namawiała mnie do zamordowania mych dzieci, których miałam dziesięcioro. Nieprawdą jest jakoby moja matka zginęła śmiercią nienaturalną". Błaszkowski zeznaje, że Alojzego Werę do popełnienia morderstwa na osobie ojca nie namawiał. Tej samej nocy, w której dokonano mordu, spał w łóżku, w którym dokonano mordu. Niczego się nie obawiał ani też wyrzutów sumienia nie miał, gdyż w duchy nie wierzy.

Milczał jedynie dlatego, że Alojzy groził mu utratą życia, gdy morderstwo wyjawi. Gdy się dowiedział, że Werowa, Wera i Zalewski są aresztowani, zgłosił się do policji osobiście i całą sprawę wyjawił. Zeznania oskarżonych są sprzeczne między sobą. Oskarżony Wera stara się z całą siłą obronić matkę – biorąc całą winę na siebie, a wskazując jednocześnie na oskarżonego Błaszkowskiego jako głównego podżegacza. Werowa jednak w swych zeznaniach się mieszała, co pozwala wnioskować, że tak syn jak i matka mówią nieprawdę. Zeznania Błaszkowskiego są zgodne z zeznaniami złożonymi w śledztwie.

Po południu odbywały się przesłuchania świadków, przemówienia prokuratorów i obrońców. Wobec tego, że wyrok zapadnie dziś o godzinie 11.30 – ciąg dalszy rozprawy i wyrok podamy jutro. Pragniemy tylko dodać, że p. prokurator proponował dla Alojzego Wery 10 lat więzienia, dla Werowej karę śmierci – wymiar kary zaś co do Błaszkowskiego pozostawił ocenie sądu. O godzinie 11.30 ogłoszono wyrok następujący:

Werowa została skazana na 12 lat ciężkiego więzienia, Alojzy Wera na 10 lat więzienia, Błaszkowski uwolniony. Jedna trzecia kary upada na mocy amnestii.

Podsłuchana rozmowa

Dnia 7 lutego 1924 r. w nocy opuścił robotnik kolejowy i właściciel osady w Żalnie pow. tucholski, Jan Wera, swą rodzinę składającą się z żony i ośmioro dzieci. 

Jan Wera z wojny powrócił dopiero w 1922 r.

Według zapodania żony Jana Wery miał on wyjechać do Rosji Sowieckiej do swej kochanki, którą poznał podczas pobytu w niewoli. Nie podejrzewano wówczas nic, gdyż słowom tym uwierzono. I tak przeszło 6 lat. W maju br. podsłuchał funkcjonariusz policji śledczej w Chojnicach wersję puszczoną w świat przez pewne osoby, że osadnik Jan Wera nie wyjechał do Rosji Sowieckiej, a raczej został zamordowany przez jego żonę i syna, który liczył wówczas 17 lat. Na podstawie tych wiadomości, na których zupełnie nie można było polegać rozpoczęto skrupulatne dochodzenie.

Mając pewne dowody, aresztowano 17 bm. żonę rzekomego zaginionego, a syna i kochanka Hieronima Zalewskiego, ślusarza kolejowego z Chojnic. Aresztowani podczas ich badania wypierali się całkowicie zarzucanego im czynu, którego nie można im udowodnić. Tymczasem świadkowie zupełnie zapomnieli o pewnym parobku, który w krytycznym czasie pracował u zaginionego. Na tę okoliczność przesłuchano 15 - letniego syna Werowej w Angowicach. Miał on w ten czas, kiedy jego ojciec zaginął niecałe 10 lat. Przypomniał sobie jedynie tyle, że wówczas pracował u nich parobek, któremu na imię było Józef. Nazwiska nie pamiętał. Rozpoczęto poszukiwania za owym Józefem, którego odnaleziono w Bladowie pow. Tuchola. Nazywa się Józef Błaszkowski, liczy 44 i jest kawalerem. Natychmiast go aresztowano.

Początkowo o niczym nie wiedział, lecz przyciśnięty do muru i wzięty w krzyżowy ogień pytań przyznał się wreszcie, że wie, gdzie się znajduje Jan Wera. Natychmiast wyjechał prokurator dr Klich z owym parobkiem do Żalna, gdzie tenże wskazał miejsce, w którym zakopano Werę po zamordowaniu. Po trzygodzinnych poszukiwaniach natrafiono na kości kościotrupa. Miejsce zakopania znajdowało się w stodole. Aresztowani skonfrontowani z parobkiem J. B. początkowo zaprzeczali.

Alojzy Wera wzięty w krzyżowy ogień pytań, przyznał się, że zamordował swojego ojca. Natomiast Werowa i Zalewski kategorycznie zaprzeczali, jakoby wiedzieli o miejscu pobytu Wery. W sobotę po południu o godz. 2 udano się do Żalna. Komisja składała się z prokuratora dr Klicha, sędziego śledczego pana Wojtyny, dwóch aplikantów sądowych i sekretarza sądowego. Na miejsce zbrodni zabrano również aresztowanych.

bild.jpg

Gmach Sądu Okręgowego w Chojnicach, widok z ul. Strzeleckiej.

Ojcobójca szczegółowo nakreślił stan faktyczny, który przedstawia się następująco:

Dnia 7 lutego 1924 r., w 3 dni przed rocznicą urodzin zamordowanego, przybył śp. Jan Wera z wioski do domu. Było to wieczorem. Mając interes do załatwienia w oberży, zamordowany wypił kilka kieliszków alkoholu. Był więc w stanie podchmielonym. Te okazje wykorzystał Alojzy. Po dłuższej rozmowie z żoną spożył kolację i ułożył się do snu. Spał sam jeden w pokoju. Wszystkie dzieci zamknięto w innym pokoju. W kuchni znajdowała się Werowa z parobkiem. Plan był już uprzednio ułożony.

Gdy się przekonano, że śp. Wera mocno już śpi, udał się z siekierą w ręku do jego pokoju syn Alojzy. Przez pewną chwilę wahał się uderzyć ojca, lecz podsycany ze strony matki, która dodawała synowi odwagi, podniósł siekierę w górę i silnie uderzył ojca w głowę tępą stroną. Czaszka pękła, krew się rozprysła, ojciec się podnosi i już tylko wymówił słowa: „Jezus Marja ratujcie duszę moją”. Potem upadł na poduszkę i wyzionął ducha.

Morderca po dokonaniu tego strasznego czynu udał się do kuchni, gdzie z największym spokojem oznajmił, że ojciec już gotowy, poczem spokojnie zapalił papierosa. Matka tymczasem radziła nad usunięciem zwłok. Jako miejsce ukrycia wybrano chlew, dokąd zwłoki wyniesiono. Przy usunięciu zwłok pomocnym był parobek Józef Błaszkowski. Okazało się, że zakopanie jest niemożliwe, gdyż konie bardzo się niepokoiły. Trupa przechowano dzień i noc w chlewie, poczem wykopano dół w stodole i tam zakopano zwłoki.

Pozostałe ślady krwi usunęła Werowa. Pozostał jednak jeden ślad i to na suficie. Ślad ten usunął Zalewski przez zamalowanie. W rok po morderstwie Werowa sprzedała osadę, gdyż miała wyrzuty sumienia. Sprowadziła się do Chojnic. Obecnie zamieszkuje w „Barakach” przy ulicy Mickiewicza. Tak opisał całą sprawę morderca Alojzy Wera.

Na dworcu w Chojnicach. Ok. 1907 r.

Werowa nad grobem zamordowanego męża bezczelnie kłamała, wypierając się współudziału przy zamordowaniu. Na pytanie prokuratora oświadczyła, że po raz pierwszy stoi w tym miejscu. Zamiast okazać skruchę za tak potworny czyn, bezczelnie się wypiera. Zaprzeczała też uporczywie jakoby usunęła ślady krwi. Dopiero gdy wydobyto z dołu głowę zamordowanego, przyznała się do zbrodni. Co do Zalewskiego to przyznał on, że zamalował sufit, lecz twierdzi, że nie wiedział o zamordowaniu śp. Jana Wery.

Na miejscu zbrodni stawiał pan prokurator dr Klich jeszcze pytania podsądnym, celem wyjaśnienia sprawy. Otóż morderca twierdzi, że tak matka jak i parobek Błaszkowski namawiali go do zbrodni. W każdym razie obciążał w większym stopniu parobka aniżeli matkę. O godzinie 4 przybył na miejsce zbrodni lekarz powiatowy z Tucholi, który dokonał sekcji. Ze zwłok utrzymały się już tylko kości. Utrzymały się również dobrze włosy i wąsy zamordowanego. Czaszka wykazuje na prawej tylnej części uderzenie oraz całkowite pękniecie. Kościotrupem zajął się następnie sołtys gminy, który urządzi pogrzeb.

Po sekcji nastąpił powrót do Chojnic. Tłumy ludzi oczekiwały na powrót samochodu, aby ujrzeć zbrodniarzy. Tak w Żalnie, jak i w Chojnicach, padały pod adresem zbrodniarzy złowrogie okrzyki. Ojcobójca zachowuje zupełny spokój. Tak jak on i jego matka nie okazują żadnej skruchy. Dalsze śledztwo wykaże jaką rolę odgrywali w morderstwie Zalewski, Błaszkowski i Werowa.

Zamordowany urodził się 10.02.1881 r. Od 1914 r. przebywał na wojnie światowej. Do 1922 r. przebywał w niewoli rosyjskiej na dalekim Sybirze. Charakter jego był według zapodań sąsiadów dobry. Był pracowitym i uczciwym. Dziwne są losy człowieka. Przebył całe piekło wojny i niewoli, po 8 latach nieobecności, wraca z utęsknieniem do swych najbliższych, ginie z rąk własnego syna, który wychowany przez wiarołomną żonę – matkę, morduje bez litości własnego ojca. I to są skutki strasznej wojny światowej”.

Z „Dziennika Pomorskiego” 29.07.1930 r. wybrał i pisownię zachował (red) fot. archiwum