1928 do 1939
Agendy wywiadu Joseph’a Thide…

 

 

Już pod koniec 1928 r. policja dokonała licznych aresztowań niemieckich aktywistów w Chojnicach. Udowodniono im działalność szpiegowską na rzecz Niemiec. Bezspornym jest fakt postawienia przed Sądem Okręgowym w Chojnicach 12 marca 1925 r. obywateli Niemiec: Bethke’go i Kluge’go. 

Budynek odpraw celnych polskiej straży granicznej Władysławek, (ob. bardziej znany jako Topole k/Chojnic). Lata trzydzieste.

Trzeci ze szpiegów Thide zmarł w więzieniu śledczym. Śledztwo w tej sprawie zostało zaprzepaszczone z powodu nagłośnienia sprawy w prasie. Agentura niemiecka wyciągnęła odpowiednie wnioski. Były na tyle dobre,że nie udało się ustalić wszystkich współpracowników dwóch niemieckich siatek szpiegowskich.Cała historia zaczęła się znacznie wcześniej. Po uzyskaniu niepodległości w styczniu 1920 r. Chojnice wracają do Polski. W nowych realiach znalazły się na pograniczu polsko – niemieckim. Mimo to, w 1921 r. zamieszkiwało powiat ponad 13 tys. osób pochodzenia niemieckiego, którym nie w smak było objęcie rządów przez stronę polską. Zrozumiałym stał się fakt, iż powoli zaczęli tracić swoje wpływy, co stanowiło rodzące się antagonizmy.

Doskonale rozbudowaną siatkę szpiegowską stworzył Joseph Thide. Zajmowała się tzw. wywiadem ofensywnym, a zwerbowani wywodzili się z różnych środowisk. Bethke i Kluge prowadzili obserwacje polskiego 

Przejście graniczne pomiędzy Doręgowicami a Wierzchowem.

pogranicza. Działalność swoją opierali na przemytnikach i przestępcach po obu stronach granicy. Z nimi współpracowała niemiecka policja graniczna zainteresowana stanem polskiego uzbrojenia. Szpiedzy zainteresowani byli nastrojami panującymi w Pierwszym Komisariacie Straży Celnej. Interesowali się stanem uposażenia, uzbrojenia. Prowadzili obserwacje ruchu pociągów i przeznaczeniem linii kolejowych.

„Dwójka” inwigiluje…

Wizytacja posterunku wartowniczego straży granicznej w powiecie chojnickim. Ok.1936 r.

W odpowiedzi na działania niemieckich siatek wywiadowczych w styczniu 1924 r. Oddział II Sztabu Dowództwa Okręgu Korpusu nr VIII w porozumieniu z wydziałem Informacji Urzędu Wojewódzkiego w pomorskim – przygotował listę osób i instytucji podejrzanych o współpracę z obcym wywiadem w Chojnicach. Znalazło się na niej 17 osób narodowości niemieckiej i 7 stowarzyszeń. Wg stanu z 31 grudnia 1930 r. organa wywiadu śledziły poczynania 31 mieszkańców miasta. W tej liczbie znajdowało się aż 27 Niemców i 4 osoby pochodzenia polskiego. Lata następne przyniosły uaktywnianie się różnych organizacji niemieckich, które w przeddzień wybuchu II wojny światowej ściśle współpracowały z hitlerowskim wywiadem i władzami III Rzeszy. Polski wywiad wojskowy miał już dokładne rozeznanie co do poczynań strony niemieckiej. Wynikiem tego było postawienie przed Sądem Okręgowym w Chojnicach 22 Niemców, którzy w połowie kwietnia 1937 r. na terenie majątku Małgorzaty Wehr i jej siostry spod Kęsowa, zorganizowali obóz szkoleniowy dla młodzieży niemieckiej. Komendant obozu o polsko brzmiącym nazwisku Klimek został skazany na 2 lata pozbawienia wolności, a właścicielki na 10 miesięcy aresztu. Można przypuszczać, jaka była reakcja Niemców szczególnie zrzeszonych w NSDAP, gdyż w połowie 1937 r. oddział chojnicki liczył 31 osób. Mimo to, aż do wybuchu wojny działały agendy wywiadu ściśle współpracujące z władzami III Rzeszy.

Nie chcemy pracy, chcemy bić Niemców…

Po wysunięciu żądań terytorialnych wobec Polski w marcu 1939 r. wzrosło napięcie wśród społeczności polsko – niemieckiej. Szczególnie zaostrzył się stosunek do ludności niemieckiej. Był on tak mocny, że na

Uroczysta odprawa żołnierzy z Komisariatu Straży Granicznej przed Starostwem Powiatowym w Chojnicach, z okazji święta 3 maja. Ok. 1937 r.

początku kwietnia miejscowi bezrobotni zgromadzeni przed chojnickim magistratem wznosili okrzyki: „że nie chcą pracy, ale chcą bić Niemców”. Kilka dni później 7 kwietnia ogłoszony został bojkot firm niemieckich. Narastająca niechęć i wrogość wobec Polski przenosiła się na określone zachowanie polskich Niemców. 14 maja 1939 r. odnotowano dwa przypadki dezercji żołnierzy z I brygady strzelców w Chojnicach – Ernesta Domila i Bernarda Moldenhauera. Dwa dni później podczas ćwiczeń nocnych zbiegł do Niemiec strzelec Antoni Molodtke zabierając ze sobą karabin i oporządzenie.    

Miasto jak i region zamieszkany był przez liczną grupę ludzi narodowości niemieckiej, co dodatkowo przejawiało się w jednoznacznej decyzji obrony Pomorza przez ludność pochodzenia polskiego. Subskrypcja pożyczki narodowej na cele obronne spotkała się z wielką ofiarnością społeczeństwa polskiego. Prasa chojnicka tamtego okresu często donosiła o ofiarowaniu sum pieniężnych i biżuterii na rzecz obrony kraju. Panowało

I Batalion Strzelców na zgrupowaniu zimowym, ok. 1936 r. W strefie przygranicznej wzbudzali szczególne zainteresowanie niemieckiego wywiadu.

głębokie przekonanie, że w razie agresji armia polska obroni granicę. Potęgowały to hasła umiejętnie wykorzystane przez aparat  propagandowy: „Silni, zwarci i gotowi”, „Nie oddamy nawet guzika” itp. Szczególne wyrazy sympatii i wiary wiązały mieszkańców miasta z garnizonem chojnickim – I Batalionem Strzelców. Nie podobało się to ludności pochodzenia niemieckiego, która robiła wszystko, aby osłabić ducha oporu, a przy tym jątrzyć i skłócić ludność polską. W lecie 1939 r. członkowie organizacji niemieckich byli szczególnie aktywni, zarówno w mieście, jak i w powiecie, a spotkać ich nawet można było w rejonie koncentracji wojsk polskich.

(red) fot archiwum