1929 do 1939
Niemiecki korespondent donosi...

 

Tak miały wyglądać mieszkania po stronie niemieckiej.

 

W dodatku etnograficznym „Danzinger Neuste Nachrichten” nr 8 z 1929 r. ukazał się obszerny felieton dotyczący ludności zamieszkującej województwo pomorskie, w tym powiat chojnicki.

Wzbudził on zrozumiałe oburzenie Kaszubów z racji niewybrednego słownictwa i przypomnienia, że nic nie łączy tych mieszkańców z Polską, a ich jedyne szczęście polega na łączności z Niemcami.

Na kartoflanym legowisku
 

Mapa powiatu chojnickiego w latach 1920 – 39.

Szczególnie powinni o tym pamiętać mieszkańcy ziem do 1920 r. należących do Niemiec, a obecnie znajdujących się pod administracją polską. W felietonie m.in. czytamy: „Nie można zaprzeczyć, że z postacią Kaszuby, który posługuje się pewnego rodzaju zniekształconym językiem polskim, łączą się pojęcia nieporządku, brudu i głupkowatej chytrości. Jednak lepiej charakteryzują mieszkańców tych ziem brak osobistych potrzeb i przebiegła chciwość. Jeśli się widzi po wioskach te nędzne chaty uszczelnione glina i pokryte słomą poszarpaną przez niejedną burzę, gdzie podłogę z desek zastępuje klepisko i gdzie sprzęt domowy odznacza się niesłychanym ubóstwem, można by sądzić, że są to biedni z najbiedniejszych. Tymczasem tak nie jest bynajmniej. W większości wsi nie ma ani jednego ubogiego. Każdy pochodzący z Kaszub wyżywia się sam i posiada oszczędności na czarną godzinę”

Karta pocztowa wyd. M. Heyn z Chojnic. Ok. 1916 r.

Jedną z chat wiejskich w pomorskim opisuje niejaki A. Berling następująco: Na tle krajobrazu, pełnego stawów i jezior, który kusi do postawienia pięknej willi, stoi nędzna chata, której jedna izba mieści dziewięć osób, trzy krowy i kury. Trzecią część izby zajmują krowy i nawóz przez nie wyprodukowany. W pozostałej części mniej więcej 4 metry na 4, wznosi się pośrodku rodzaj pieca z luźno ułożonych cegieł. Właściciela i jego żonę zastałem za każdą z dwóch wizyt we wspólnym łożu, jeżeli tak można nazwać legowisko z łęt kartoflanych bez kołder i prześcieradła.

Właściciele chaty odbywają zawsze sen zimowy. Na legowisko z łęt kładą się jesienią a wstają dopiero na wiosnę. Gospodyni ma na podorędziu palenisko pieca i również leżąc w łóżku pilnuje gotowania zacierki żytniej.

Przyszłość Prus leży na wschodzie

Dzieci mimo zimna, bawiły się na dworze koło gnojówki. Gdy mnie ujrzały, schowały się trwożnie w dół po kartoflach”. Oprócz tendencyjnego opisu, nie brak w artykule różnych sentencji w rodzaju, ze Kaszub wie niewiele o postępach cywilizacji i mało go te postępy interesują, że unika pracy, że Kaszubi mają obyczaje, które powodują „jeżenie się włosów” itp. Po tych prasowych rewelacjach dotychczas powściągliwi mieszkańcy pomorskiego nie szczędzili wymysłów i pogróżek

Karolewo k/Chojnic. ok. 1907 r.

pod adresem Niemców. „Dancingerka” zamieszczając ten artykuł doskonale wiedziała, że gazeta ta, rozchodziła się po całym województwie pomorskim i jest czytana zarówno przez Polaków jak i ludność pochodzenia niemieckiego. To była swojego rodzaju prowokacja mająca poróżnić niemieckich gdańszczan z ludnością województwa pomorskiego. Ci pierwsi w całym województwie prowadzili interesy i docierali też do Chojnic. Być może, dlatego końcowej części opublikowanego materiału obok potępienia Kaszubów znajdujemy bezwiedna pochwałę Polski. Autor odwiedził znowu opisywaną wcześniej wioskę i chatę, a następnie stwierdził: „Pod energicznymi rządami Polski wiele się polepszyło. Starą chatę zamieniono na oborę, zaś obok wzniesiono nowy dom. Porządek zaprowadził najstarszy syn, który powrócił z wojska i się ożenił.

Starzy rodzice mają w nowej chacie swoja izdebkę, w sen zimowy od października do kwietnia zapadają nadal”. Być może ten zjadliwy artykuł ośmieszający Polaków był jedną z metod nasilenia niemieckiej polityki antypolskiej, w wyniku, której premier pruski Braun w styczniu 1930 r. miał oświadczyć: „Państwo pruskie i na przyszłość walczyć będzie frontem zwróconym na wschód, ponieważ przyszłość Prus leży na wschodzie”. „Dziennik Pomorski” nr 22. Styczeń 1930 r.

Kaszubska chata rybacka

W wyniku tego niedopuszczalnego incydentu dokonanego przez Brauna jest nakaz niedopuszczania do uprawomocnienia umowy polsko – niemieckiej z dnia 31 października, bo umowa ta dotyczy 200000 ha ziemi będącej w posiadaniu Niemców w Polsce, oraz około 80.000 Niemców na terytorium Polski. Jest się nad czym zastanowić i o czym uświadamiać opinię polską. Sprawy te, o wiele ważniejsze, niż te, którymi zajmują się biura prasowe Ministerstwa Spraw Zagranicznych. To też uderzamy na alarm. Cały Naród Polski a czynniki rządzące oczywiście, także muszą bacznie śledzić politykę niemiecką. Należy czuwać! Pomorze obchodzi wkrótce 10 – lecie swego oswobodzenia, dzięki mądrej i konsekwentnej polityce obozu narodowego, z Romanem Dmowskim na czele. W czasie tych obchodów, radując się z oswobodzenia z pod ciężkiego jarzma pruskiego, nie wolno nam zapomnieć o niebezpieczeństwie, jakie nam grozi. Uroczystości te, winny być rewią sil gotowych w każdej chwili stanąć z bronią w reku do walki z odwiecznym wrogiem granic i ziemi polskiej.

 

 

Oprac. (red). Z.S. fot. archiwum