Ceną było życie…

W marcu 2015 r. roku upłynęło 127 lat od urodzin jednej z najwspanialszych kobiet, jakie przeszły przez ziemię zaborską i chojnicką i chlubnie zapisały się w dziejach Chojnic - Bronisławy Stamm z Glinieckich, działaczki społecznej i niepodległościowej, ofiary hitlerowskiego najeźdźcy.

Wdzięczność po niemiecku…

Bronisława Stamm

Urodziła się 27 marca 1887 roku w Nowem jako córka Jakuba Glinieckiego i Tekli z Lisińskich. Wyszła za mąż za Romana Stamma. wiceburmistrza Chojnic, posła na Sejm II RP, kupca. Roman Stamm urodził się 28 lutego 1879 roku w Koszanowie w powiecie Śmigiel na wschodnich kresach Polski. Był kupcem i hurtownikiem materiałów budowlanych.Ponadto był bardzo zaangażowany w prace społeczne i niepodległościowe. Przez wiele lat sprawował mandat radnego miejskiego, a w 1934 roku został wybrany na stanowisko wiceburmistrza Chojnic.

W 1935 roku został posłem z chojnickiego okręgu wyborczego.Przez wiele lat prezesował Towarzystwu Kupców Samodzielnych. Reprezentowałpowiat chojnicki jako radca w Izbie Przemysłowo – Handlowej w Gdyni. Działał również w Polskim Związku Zachodnim. Był opiekunem chojnickiego szpitala. W październiku 1939 roku został aresztowany przez miejscowy Selbstchutz (niemiecką organizację wojskową), a następnie rozstrzelany na polach gospodarza Daleckiego, zamieszkałego w Chojnicach przy ulicy Strzeleckiej. 

Małżeństwo Stammów było bezdzietne. Byli bardzo spokojnego usposobienia i bardzo religijni. Mimo dostatku żyli skromnie. Ściśle przestrzegali reguł postnych dni. Swoje oszczędności przeznaczali na pomoc biednym i schorowanym ludziom”- wspominała po latach gospodyni domowa Stammów - Dominika Landowska. Po aresztowaniu Romana Stamma przyszła kolej na jego żonę Bronisławę. Pewnego dnia do ich domu wtargnął członek Selbstchutzu, miejscowy fryzjer Zimman lub Hamerski.

- Podszedł z pistoletem w ręku do pani Bronisławy i przyłożył rewolwer do jej ust z nakazem, by wypowiedziała hitlerowskie pozdrowienie: Hei Hitler! Zapewniał ją, że gdy wypowie te słowa, to nie stanie się jej nic złego i będzie wolna. Pani Bronisława kategorycznie odmówiła. Powiedziała, że jest Polką i tego pozdrowienia nie wypowie. Wściekły ten „szwab” słysząc to i zaciskając zęby wyksztusił zdanie: Für Sie die Kugel ist zu schade (Szkoda na panią kuli).

W relacji świadka…

Wkrótce po tym zdarzeniu  Bronisława Stamm została aresztowana przez niemieckiego żołnierza, który powiedział jej, że zaprowadzi ją na przesłuchanie w kwestii formalnej. Żegnając się z domownikami powiedziała,

Roman Stamm

że już nigdy nie wróci do tego domu, przeczuwała to, co ją czeka. W październiku 1939 roku wywieziona została do Bydgoszczy wraz Gertrudą Bonin. Zanim pani Bronisława pożegnała się z ziemskim padołem przeżyła gehennę tortur i poniżenia w lochach bydgoskiego więzienia. Jej ostatnim spowiednikiem był ksiądz   proboszcz z Kościerzyny, również więzień tychże lochów. Skąd wiadomo o jej dalszych losach? Otóż żołnierz, który miał wartę w tym więzieniu znał dobrze księdza, jeszcze jako żołnierza z czasów I wojny światowej, dzięki czemu umożliwił mu ucieczkę. Po wojnie ksiądz złożył szczegółowa relację z własnych przeżyć i Bronisławy Stamm. Opowiedział to wszystko siostrzeńcowi pani Bronisławy.

 Najgorsze jest to, że ci Niemcy, którym Stammowie pomagali przed wojną, tuż po jej wybuchu obrócili się przeciwko nim. Gdy niemiecka rodzina, właściciela sklepiku obuwniczego o nazwisku Schau, nie miała funduszy na wykup dzierżawy mieszkania, Stammowie udzielili im pomocy, ofiarowując mieszkanie za symboliczną opłatę. Tenże Schau po wkroczeniu Niemców do Chojnic stanął w pierwszym szeregu organizacji Selbstchutz jako prześladowca miejscowych Polaków.

Prawda czy mit?

Grób Bronisławy Stamm znajdujący się na jednym z bydgoskich cmentarzy.

W literaturze historycznej spotykamy się z wieloma mitami i legendami, które powielają kolejne pokolenia historyków. Również i nasi regionalni znawcy historii nie wystrzegli się tej tendencji. Przez wiele lat powtarza się legendę o tym jak po wkroczeniu wojsk polskich do Chojnic w 1920 roku, Bronisława Stamm stojąc na ratuszowym balkonie zerwała z rąk symboliczne kajdany niewoli pruskiej.

Tymczasem relacja naocznego świadka tych wydarzeń zaprzecza temu, że to właśnie Bronisława Stamm uczyniła ten symboliczny gest. Oczywiście zdarzenie takie miało miejsce 31 stycznia 1920 roku. Jednak tego symbolicznego gestu podjęła się - według relacji Dominiki Landowskiej – nieznana z nazwiska młoda dziewczyna. Wiek tejże dziewczyny miał być symbolem nowej, młodej, odradzającej się Rzeczypospolitej. Dziewczyna ubrana była w strój krakowski co miało symbolizować połączenie z ziemią, która należała już do odrodzonej Polski.

Według relacji Landowskiej Bronisława Stamm była jedynie główną inicjatorką, reżyserką tego przedsięwzięcia. Relacja gospodyni domowej Stammów wydaje się być jak najbardziej prawdopodobna, ponieważ kobieta ta nie miała żadnego powodu do tego, by dyskredytować swoją przełożoną, osobę, która tak wiele dla niej uczyniła. Dominika Landowska pracowała u Stammów od 1926 roku aż do wybuchu II wojny światowej. Była przez nich Obdarzona wielkim zaufaniem  

Wspomnienia Dominiki Landowskiej znajdowały się w posiadaniu Zbigniewa Stromskiego, nieżyjącego znanego archiwisty i historyka regionu. Odwiedził on Dominikę Landowską w  latach 80. i spisał relację, która została wykorzystana w publikowanym materiale.

K.S. (red) fot. archiwum