Istniał od XV wieku cech cieślów i prawdopodobnie od początku łączył organizacyjnie oba wymienione zawody, zajmujące się obróbką drewna. Założone statutowo współżycie obu branż nie układało się pod koniec XVI wieku (1592).

Świadczy o tym zapis z dnia 16.03.1592r., zawierający skargę cieślów starszych wiekiem na stolarzy o przechwytywanie przez nich cieślom robót ocioskowych, klejenia i łączenia na cynk.

Skargi i zażalenia

Średniowieczny rzemieślnik stolarski.

W dążeniu do sprawiedliwego orzeczenia rada postanowiła odczytać pergaminowy wilkierz cechu i orzekła, że cieśle mają równe ze stolarzami prawo do robót, a stolarze nie powinni cieślom odbierać robót do nich należących. Wewnątrz cechu stolarzy dochodziło również do zatargów między czeladnikami a majstrami. Tło zatargu np. między majstrem Janem Meissner i czeladnikiem Jerzym Mager nie jest nam znane, lecz zostali oni ukarani grzywną z ostrzeżeniem, że w razie powtórzenia się obelg doczekają się surowszej kary. Przy godzeniu zwaśnionych czynni byli majstrowie Marek Barhanicke, Piotr Schmollian i czeladnicy Jerzy Mager, Joachim Stomme, Jakub Radmacher, Urban Kaschube i Joachim Rolle (21.05.1576). O niechętnym stosunku mistrzów do czeladników pragnących złożyć egzamin mistrzowski poucza wniosek czeladnika stolarskiego Burcharda Grutze do rady miejskiej o wywarcie wpływu na cech stolarzy, by ten zgodził się na wykonanie przez wnioskodawcę sztuki mistrzowskiej. Sytuacja rodzinna Burcharda Grutze skłoniła radę miejską do wyrażenia na własną odpowiedzialność zgody na przedwczesne, zdaniem cechu, wykonanie sztuki mistrzowskiej pod warunkiem, że postanowienia przywileju stolarzy nie zostaną pogwałcone i przypadek „Grutze” nie będzie stanowił precedensu na przyszłość (25.05.1606).

Rzemiosło metalowe - reprezentowane było w Chojnicach, na podstawie księgi zapisów, przez cech kowali, zrzeszający organizacyjnie prawdopodobnie także ślusarzy, kowali miedzi, gwoździarzy, pobielaczy czyli konwisarzy, figlarzy itp. Rzemiosło skórzane – obejmowało głównie cech szewców oraz rymarzy, siodlarzy, kaletników i kuśnierzy. Ze skargi czeladników szewskich z dnia 1.04.1566 r. dowiadujemy się o zbyt niskim wynagradzaniu czeladników szewskich przez majstrów. Rada miejska, ustalając przyczynę skargi, stwierdziła, że leży ona m. in. w zbytnim spoufalaniu się majstrów z czeladnikami. Ponadto rada ustaliła nową taryfę zarobkową dla czeladników, a mianowicie: od wykonania 1 pary obuwia po 1 szelągu, od każdej (sprzedanej) pary obuwia po 4 fenigi.  

Szewcy, rymarze i siodlarze reprezentowali rzemiosło skórzane.

W dniu zaś, w którym czeladnicy dobrowolnie pracować będą dla majstrów, winni dostać prócz dniówki także wolne utrzymanie. Drugi zapis wprowadza czytelnika w sam środek walki konkurencyjnej prowadzonej między szewcami z ulicy Psiej i Babskiej a szewcami mającymi swe warsztaty przy rynku. Rada wyznaczyła obu stronom oddzielne, nie kolidujące ze sobą stanowiska kramarskie (21.08.1565) oraz terminy.

Inne rzemiosła usługowe  

Do najciekawszych rodzajów usług należało balwierstwo połączone z łaziebnictwem. Z zapisów księgi można domyślić się, że ówczesne Chojnice, nie posiadając aktualnie własnego medyka, korzystało z usług balwierzy, którzy zajmowali się nie tylko estetyką twarzy i głów obywateli, lecz także leczeniem przewlekle chorych metodą aplikowania im gorących (parowych) i zimnych na przemian kąpieli, a może nawet puszczaniem krwi i wyrywaniem zębów. W ten sposób balwierze wypełniali dla ludności lukę w zakresie usług medycznych.

Zapis z dnia 9.07.1565 r. wprowadza nas w sprawę sporu między czeladnikami balwierskimi: Janem Wolff i Henrykiem o etat zatrudnienia w Chojnicach. Mistrz balwierski Joachim, jako świadek zeznał na korzyść czeladnika Jana Wolff, przypominając, że ten przetrwał na posterunku pracy z narażeniem własnego życia przez cały czas trwania epidemii w Chojnicach w r. 1550, podczas gdy Henryk, pragnąc ratować swoje życie, opuścił miasto bez wypowiedzenia stosunku pracy i dlatego nie może mieć pretensji o odrzucenie przez radę wniosku o ponowne go przyjęcie do pracy. Balwierz Jan Wolff należał do rzemieślników bardzo czułych na punkcie swojego honoru i dlatego przezwisko „szelma”, jakim obrzucił go czeladnik, rodem z Elbląga, zabolało go do tego stopnia, że wytoczył czeladnikowi sprawę w radzie miejskiej, a na świadka poprosił pisarza miejskiego, Michała Luedicke.

Sprawy mieszczan zaprzątały umysły członków rady miejskiej Chojnic.

  Oskarżony czeladnik przyznał się wprawdzie do zarzucanych mu wyzwisk pod adresem Wolffa, ale udowodnił w radzie przez zeznania własnych świadków, Macieja Szark i Henryka Albrecht z Gdańska, że Jan Wolff nie jest człowiekiem honorowym i również szafował przezwiskiem „szelma” (31.10.1565). Wniosek balwierza i balneatora Mikołaja Madrüss ukazuje nam sylwetkę przedsiębiorczego człowieka interesu, który przy prowadzonej przez siebie pralni, zamierzał zbudować łaźnię parową z kabinami dla użytku pacjentów cierpiących na choroby zakaźne z dyskretnym dojściem, by klienci nie musieli w drodze do łaźni przechodzić przez centrum miasta. Rada miejska zgodziła się na wniosek balneatora, opodatkowując go 10 gr. płatnymi na św. Marcina.

Kontrola tranzytu drogowego

Dekret królewski Zygmunta Augusta do starosty człuchowskiego w sprawie gdańskiego tranzytu handlowego przez teren starostwa został rozesłany do miast leżących na szlaku tranzytowym z Gdańska do Wielkopolski lub bardziej na południowy zachód przez Marchię Brandenburską do Niemiec. Odpis tego dokumentu znalazł się również w księdze zapisów. Z treści dowiadujemy się o paserskich metodach stosowanych przez kupiectwo gdańskie względem skarbu państwa przez prowadzenie tajnego, nie opodatkowanego akcyzą przemytu towarów do Niemiec. Nie wiadomo wprawdzie, na przemycie jakich towarów bogacił się Gdańsk i w jakiej to czynił ilości, straty musiały być jednak dotkliwe, skoro dekret nakazywał natychmiastowe zatrzymanie i zawracanie takich transportów, względnie kierowanie ich przymusowo prosto na Wielkopolskę, a w razie sprzeciwu ze strony kupców, aresztowanie i przekazanie towarów skarbowi państwa.

C.d.n.