Od początku XIV wieku, tj. od roku zajęcia Chojnic przez zakon krzyżacki, miasto stało się terenem symbiozy autochtonicznej ludności polskiej z napływową ludnością niemiecką. 

Przeszło dwa wieki współistnienia obu tych dwóch elementów ludnościowych wytworzyło pewien stan równowagi, który można by nazwać wtórnym, złożonym autochtonizmem ludnościowym Chojnic.

Cudzoziemcy

Wyrażał się on w zgodnym współistnieniu różnojęzycznych wprawdzie grup ludności, złączonych jednak wspólnotą interesu, a przede wszystkim wyznania religijnego. Dopiero przyjęcie przez ludność Chojnic wyznania luterańskiego posługującego się na co dzień językiem niemieckim, likwidując część tej wspólnoty, przyczyniło się do wzrostu poczucia odrębności wyznaniowej i plemiennej – zwłaszcza gdy luteranie odebrawszy katolikom chojnickim kościół farny w 1555 r. zmusili ich nie bez szykan do przeniesienia się z nabożeństwami do odległych Powałek. Mimo tych wydarzeń podyktowanych fanatyzmem religijnym, ludność polskojęzyczna i niemiecka miały jeszcze dostatecznie dużo punktów stycznych, by z sobą współżyć bez wytykania sobie nawzajem cudzoziemskości, którą dopiero ożywił pogłębiający się proces luteranizacji, a następnie przybierający na sile pęd kontrreformacji. Oba te prądy niosły w swej treści i formie duży ładunek nietolerancji i fanatyzmu, czym przyczyniły się w znacznym stopniu do procesu krystalizacji świadomości narodowej obu grup w mieście.

W wyniku decyzji rady miejskiej często dochodziło do pojednania z mężem skrzywdzonych kobiet i żon.

Inaczej przedstawiała się sytuacja mniejszości szkockiej i żydowskiej w owym czasie w Chojnicach. Zagadnienie pojawienia się na Pomorzu i w Chojnicach diaspory szkockiej wymaga szczegółowego przebadania. Wydaje się, że Szkoci chojniccy i pomorscy są cząstką fali emigracyjnej, wywołanej przyjęciem anglikanizmu przez Anglię i represjami Elżbiety i Henryka VIII względem katolików angielskich, walijskich, szkockich oraz iryjskich. Wyprowadzając się do krajów katolickich, Szkoci szukali azylu wyznaniowego. Nie znalazłszy go na trwałe w Chojnicach z powodu wzbierającej fali protestantyzmu, stali się mimo woli wyobcowanymi religijnie, społecznie i językowo intruzami – uciążliwymi cudzoziemcami, nie lubianymi też może dla swej żyłki kramarskiej i przysłowiowego skąpstwa. Ilość Szkotów zamieszkujących wtedy nasze miasto ograniczała się do 2 – 3 rodzin. Księga zanotowała fakt usiłowanego przez Szkota Jerzego Rolle złodziejstwa, kiedy nocą wszedł na teren domostwa pisarza miejskiego Michała Luedicke i został za to przymknięty. Mimo, iż sprawa kwalifikowała się do spraw gardłowych w opinii rady, wypuszczono Szkota po złożeniu przezeń ślubowania (21.05.1587).

Syn Szkota, Marcina Vewess, działał rzekomo na szkodę kramarzy chojnickich przechwytywaniem towaru i transakcji. Rozżaleni kramarze zaskarżyli sprawcę do rady miejskiej, która w oparciu o postanowienia przywileju małych miast, w którym Szkoci rzekomo mieli być wykluczeni z uprawiania handlu kramnego, poleciła Szkotowi wyprzedanie jego biednego kramiku i postaraniu się o inne miejsce zamieszkania. W razie gdyby ponownie zaszły z jego strony przypadki na szkodę działania kramarstwa chojnickiego – rada zezwolić miała na zarekwirowanie towaru Szkota przez kramarzy chojnickich. W Chojnicach zmarł w dniu 8.04.1574 r. Jan Patrick Scott z Aberdeen. Spadek po nim zainwentaryzowała komisja złożona ze Szkotów, Aleksandra Symson z Tucholi oraz Jana Kuber z Farblin w Szkocji w obecności Ludwika Lewalt Jezierskiego, Walentego Musolff i Walentego Burse (19.02.1576).

Obecność mniejszości żydowskiej w miasteczkach pruskich jest znacznie starszego pochodzenia, niż diaspora szkocka i datuje się bodajże od XIII wieku. 

Karta pocztowa z motywem żydowskim (Judaica). Początek XX w.

Mimo odwiecznej prawie zasiedziałości Żydów nie zatracili oni, za wyjątkiem języka, swej odrębności religijnej i obyczajowej, która nie pozwalała im na asymilowanie się, ani na utrzymanie z ludnością chrześcijańską zażylszych stosunków. Z drugiej zaś strony fanatyzm religijny chrześcijan i ich nietolerancja również nie sprzyjały wytworzeniu się zdrowej atmosfery współżycia z ludnością żydowską. Przykładem bardzo surowej oceny postępku  Żyda z Łobżenicy, Samuela, który zamierzał się targnąć na cześć chojniczanki, Katarzyny, żony Andrzeja Bursche, z zawodu gremplarza, może być rozprawa w radzie miejskiej, na której rozważano zastosowanie kary śmierci względnie banicji z Prus Samuela. Dlaczego stanęło w końcu na wymierzeniu Samuelowi tylko 30 guldenów grzywny na rzecz miasta i złożeniu przez winowajcę ślubowania, że wstrzyma się na przyszłość od podobnych zamachów na godność kobiety, oraz przeprosi poszkodowaną, pozostanie tajemnicą (1548).

Innym przykładem świadomego i celowego działania na szkodę Żydów sępoleńskich o nazwisku Loffke może być kradzież dwóch skór zwierzęcych oraz koła z wozu handlarzy żydowskich przez Grzegorza Nitze i jego parobka jako wykonawcy swego pana. Nitze zaś nie uczestniczył w rozprawie. Abraham Liss, Żyd chojnicki, znęcał się nad swoją żoną, ponieważ współżył ze swą służącą Ewą Bartman z Brzeżna.    

Rada rozstrzygała m.in. sprawy dotyczące drobnych kradzieży.

Skutkiem tego było zajście w ciążę służącej. Gdy fakt ten ujrzał światło dzienne – sprawca został ukarany wysoką grzywną 100 florenów na rzecz starostwa i 50 florenów na rzecz rady miejskiej oraz przymusowym pogodzeniem się z żoną  wraz z przyjęciem jej na powrót do domu (9.09.1614). O nierzetelności wspomnianego Żyda świadczy następny zapis sprawy z dnia 26.09.1614 r., w której wdowa po Kerstenie Tessmer skarży Abrahama Liss o nie wywiązanie się z umowy o wydanie skrzyń córce. Rada nakazała pozwanemu terminowe wydanie skrzyń pod karą grzywny 20 florenów na rzecz starostwa i 10 florenów na rzecz rady.

O liczebności mniejszości żydowskiej w Chojnicach w omawianym czasie ani o charakterze zatrudnienia Żydów księga nie daje pojęcia. Zagadnienie osiedlania się cudzoziemców w Chojnicach na przełomie XVI i XVII wieku pozostaje wobec tego zarówno pod względem ilościowym i zawodowym problemem otwartym.

C.d.n.