Do najbardziej rozpowszechnionych narzędzi tortur należały rozżarzone cęgi i skrzypce. Cęgi używano do wyrywania nosa i sutek, a szczypce do wyrywania lub łamania rąk i nóg lub do wyrywania piersi.

Pręgierz znajdował się przed starym ratuszem miejskim, w którym swą siedzibę miał Sąd Miejski. To w nim zapadały wyroki egzekwowane przez kata. Były one wynikiem prowadzonych spraw w większości powstałych w wyniku donosów, z których głupota i zazdrość zawistnych sąsiadów powodowała rozpoczęcie wokandy. W 1600 r. oskarżonej kobiecie o magiczne praktyki z hostią, przywiązano do szyi kamienie i wypędzono z miasta.

Proces dotyczący rodziny Splittstosser oskarżonej o czary spowodował śmierć czterech osób, a piątą wypędzono za granicę. O pomysłowości tortur świadczy fakt potraktowania głównego oskarżonego. Obcięto mu dwa palce u ręki i zamkniętego w klatce obwożono po mieście. Pomysłowość kata nie miała granic. Przed ścięciem toporem głowy rozżarzonymi obcęgami ćwiartowano ciało. W 1691 r. niejaka Małgorzata, dzięki dobrej woli sądu nie została spalona na stosie, tylko ścięta toporem. Wspaniała wola sądu dostarczyła gawiedzi miejskiej kolejnego krwawego widowiska. Chojnicka katownia miejska mieściła się w baszcie Wiedźma, zwanej też Basztą Czarownic. Została rozebrana w roku 1854, a zlokalizowana była między ulicą Krótką i Krętą. Ostatnim właścicielem tego przybytku był aptekarz Jan Wihelm Ackermann ze Złocieńca. Miał ją w swoim posiadaniu przez 49 lat, aż do roku 1849.

Po jego śmierci, basztę odziedziczył jego syn – Karol. Podobnie jak i wcześniej ojciec, zobligowany był do dostarczenia sądowi kata wraz z pomocnikami. Kat był jedynym wykonawcą kar cielesnych i śmierci. Wykonywał je na podstawie wyroków sądowych. Osobnicy ci nie cieszyli się uznaniem wśród mieszkańców. Być może wynikało to z ludzkiego strachu przed nimi. Uważani byli za ludzi gorszego gatunku, a profesję obowiązkowo dziedziczył syn po ojcu. Ostatnim znanym katem chojnickim był Schreiber, który zgodnie z panującym obyczajem mieszkał poza miastem na Człuchowskim Przedmieściu. W kościele nie wolno mu było zajmować miejsca wśród wiernych. Miał on w kruchcie specjalne krzesło na trzech nogach. Zmarł w 1810 r. Ostatnią egzekucję w Chojnicach poprzez ścięcie głowy toporem wykonano na Katarzynie Narloch w roku 1853 w dniu 19 sierpnia na mocy wyroku królewskiego Sądu Przysięgłego. Wykonawcą wyroku był kat Fischer, którego sprowadzono ze Świecia, a jego pomocników z Czarnego i Tucholi.
Na przestrzeni wieków kary śmierci na podstawie wcześniejszego wyroku sądowego wykonywano na rynku, na zboczu góry kowalskiej ( Za dzisiejszym Urzędem Miejskim) na górze hultajskiej przy ulicy Wysokiej, wzgórzu przy ulicy Strzeleckiej ( w pobliżu obecnego hospicjum) i przydrożnych wzniesieniach.
Prawo podobnie jak i dzisiaj dzieliło oskarżonych na wielkich i maluczkich. Ci pierwsi na mocy przywilejów prawnych mogli spać spokojnie, ponieważ nie wolno im było wytaczać procesów o czary. Ci drudzy w każdej chwili mogli znaleźć się przed obliczem sądu. A to już wystarczyło aby, nadgorliwi egzekutorzy prawa przygotowali kolejne często bezpodstawne oskarżenie.

Oprac (red) Z.S.